Jak zaczęła się moja przygoda z cytrynkami?

Deska rozdzielcza samochodu Citroen BX serii pierwszejZacznę od tego, że styczność z Citroenami mam od roku 1997. Wszystko za sprawą ojca, któremu tak spodobał się BX, którego dojrzał w którymś z okolicznych komisów samochodowych, że po nie długim czasie stał się jego właścicielem. Był to 1.4 RE z 1986 roku, wersja przed liftingiem z kosmiczną jak na tamte czasy deską rozdzielczą, z bębenkowym prędkościomierzem. Silnik leżak (bodajże typ 150C?) o mocy 75 km z zespoloną skrzynką biegów w misce olejowej. Pamiętam pracę tego zespołu napędowego do dzisiaj. Generował taki charakterystyczny dźwięk, że z daleka po samym odgłosie wiedziałem, że tata jedzie Benkiem. Wyposażony dodatkowo jedynie w fabryczny, elektryczny szyberdach, który prócz uchylania się, mógł się też chować w całości pod dach. Sylwetką tego samochodu byłem tak zachwycony, że już jako wtedy małolat wiedziałem, że jak dorosnę, to też chcę BXa. Co ciekawe zdania nie zmieniłem przez kolejne długie lata (ponad 13!) mimo, że między czasie ojciec swojego Benka po 9 latach jazdy – sprzedał. Mimo to ciągle BX mi siedział w głowie, byłem przekonany, że jak tylko zdam prawko – kupię BXa. Jednak historia potoczyła się troszkę inaczej 🙂

Citroen XM 2.1TD 1991 rokBX został sprzedany ze względu na sporą korozję, która go już nieźle trawiła, ale pewnie można było by go ratować, ale znów ojciec dojrzał godnego następcę Benka… srebrnego XMa z 1991 roku, który leżał od dłuższego czasu u jednego z okolicznych handlarzy (swoją drogą ciekawe co podkusiło gościa, żeby ściągać tak rzadkie i raczej nie chodliwe auto od sąsiadów z zachodu). Był to 2.1 turbo diesel z manualną skrzynią. W środku welur, fabryczny szyberdach jak w BXie, elektryczne szyby z przodu i tyle, reszta korbotronik. Szczerze mówiąc XM mnie na początku nie przekonał. Gdyby mnie ktoś wtedy spytał, który mi się bardziej podoba – BX czy XM, to z pewnością bym odpowiedział, że BX! Tak było przez następne 6 lat, bo tyle rodzice jeździli XMem. Muszę przyznać, że nie sprawiał on jakichś problemów, nigdy nie zdarzyło się, żeby zjechał na holu czy lawecie. W naszym przypadku BX dużo częściej robił nam psikusy, bo strzelały przewody hydrauliczne jeden po drugim. W tamtym BX cały tył był nowiutki na oryginalnych częściach i część przodu… W XMie chyba raz się zdarzyło rozerwanie przewodu w znanym newralgicznym punkcie na tylnej belce. Jednak po kilku latach auto już prosiło się o wymianę progów, w silniku coś stukało (mimo to odpalał od strzała, nawet przy -20 stopniowych mrozach), kończyły się poduszki przednich siłowników, które były niedostępne, a o regeneracji jeszcze nikt nie słyszał, więc… rodzice znów zmienili auto. Tym razem na C5 (oczywiście z hydro!).

XM jednak nie został sprzedany jak wcześniej BX, a stał i czekał (blisko 2 lata) na nowego kierowcę, którym miałem być…ja. W tym czasie byłem w trakcie kursu na kat. B prawa jazdy i uznaliśmy wspólnie z rodzicami, że w sumie jako pierwszy samochód, mógłby jeszcze mi posłużyć (ja nadal myślałem o kupnie BXa). Tak sobie czekał na mnie na działce, ja tam przyjeżdżałem co jakiś czas coś podziałać, wiadomo jak to na działce. No i tak raz, drugi, trzeci. Tu popatrzyłem, tu sobie w nim posiedziałem, niedługo potem otrzymałem uprawnienia na kat. B. Pierwsza jazda, potem kolejna i następna i… przeszło mi wieloletnie zauroczenie BXem 😀

Citroen XM 2.1TD 1991 rokNie ma co ukrywać – oczywiście zakochałem się w tej kupie blachy i przewodów hydraulicznych na tyle, że uznałem, że chcę mieć go jak najdłużej jak to tylko będzie możliwe. Ta deska, to zawieszenie i ta sylwetka! No i zawsze jest co robić, a ja od zawsze lubiłem te tematy. Silniki, elektryka, hydropneumatyka, trochę mniej blacharka.  Powstał więc prosty plan. W najbliższym czasie remont pacjenta. No i w tym miejscu od razu dostałem kontrę w postaci kubła zimnej wody na głowę.

Przecież on jest w opłakanym stanie blacharskim. Przez te 2 lata stania dosłownie zgnił na moich oczach (oczywiście cały proces trwał lata, ale te 2 ostatnie proces ten najszybciej postępował, można było gołym okiem zauważyć), ruda zaczęła go trawić w takim tempie, że aż ciężko mi było uwierzyć, że tak dobrze zabezpieczony samochód może tak zgnić. To jednak prawda, że auto najbardziej niszczeje stojąc (a łatwo nie miał, bo stał pod chmurką w trawie). Do tego wyposażenie ma tak ubogie, że nie jeden nazwał by go Polonezem z hydrauliką. Wszystko sterowane ręcznie, z elektryki wychodzącej ponad oświetlenie zewnętrzne, to tylko przednie szyby boczne i szyberdach. Nawet komputera pokładowego brak, tylko w zamian za to tzw „telewizorek”, czyli zarys sylwetki samochodu + małe żaróweczki do wyświetlania ostrzeżeń typu nie domknięte drzwi. Może golas totalny z niego nie jest, bo nawet ma hydractive, ale nie wiele mu do tego tytułu brakuje, choć są  i tacy, którym XM się podoba właśnie w ubogiej wersji, a były ponoć i bez hydractivu, obrotomierza i se skróconym tunelem środkowym bez podłokietnika… Ja jednak w XMie zawsze prócz niesamowitej sylwetki, wnętrza (mówię o wersji MK1, bo MK2 nie zachwyca mnie w ogóle) i zawieszenia widziałem również bogate wyposażenie, co w komplecie moim zdaniem dawało kawał solidnej francuskiej limuzyny.

Citroen XM - kontrolkiPodsumowując – progi kiedyś były, obecnie mają wytrzymałość kartki papieru i już wychodzą dziury z zewnątrz. Wewnętrznych progów dawno nie ma; blacha gnije od spodu i od zewnątrz. Lakier się łuszczy, odpada. Silnik nadaje się do remontu (góra była robiona, został dół). Hydropneumatyka działa po japońsku, czyli jako-tako. Ogólnie kapitalka wszystkiego, albo złom. Niestety dla tego egzemplarza po przemyśleniu wszystkich za i przeciw, wyrok mógł być tylko jeden. Dawca organów, a reszta, która raczej się do niczego nie nada – na złom. Dzięki jego częściom inny XM może dostać drugie życie.

Tak też postanowiłem i zrobiłem. Kupiłem drugiego XMa w znacznie lepiej wyposażonej wersji. Oczywiście też MK1, ale rok młodszy, bo 1992 rocznik. Blacha całego samochodu o niebo lepsza od mojego srebrnego. Tylko kolor szary, ale chyba zaczynam się przyzwyczajać. Tylko szkoda, że już go moi znajomi tak fajnie nazywać nie będą. No bo „srebrna strzała” brzmi chyba lepiej niż „szara strzała”. W środku prawdziwe drewno, klimatronik, pełna elektryka łącznie z podgrzewaniem lusterek, spryskiwaczy szyby przedniej i różnymi innymi „bajerami”. Z tyłu pomiędzy lampami charakterystyczny element odblaskowy pod rejestracją. Tapicerka z ciemnej alcantary. Brak (chyba) tylko immo z klawiaturką, podgrzewania tylnych siedzeń (no bo nie ma skóry) i diravi. Takie różne duperele jak zapalniczka w przedziale pasażerskim czy choćby podświetlenie w drzwiach.

Citroen XM 2.0 8v 1992 rokTego w moim (srebrnym) nie ma. To są szczegóły, jak pisałem duperele, ale mimo wszystko cieszą oko. Silnik 2.0i 8V 121km. Auto stało u Niemca w garażu przez 5 lat w celu późniejszego odrestaurowania i ewentualnej sprzedaży za X lat za ładne pieniądze. Życie dla tego Pana jednak się tak potoczyło, że musiał opuścić teren, gdzie trzymał samochód (nie tylko ten), więc najprościej było go sprzedać. Tak też trafił do mnie. Tak sobie pooglądałem nowy nabytek i przeżyłem szok jak zobaczyłem, że XMy miały osobne nawiewy powietrza dla pasażerów z tyłu z możliwością regulacji tego nawiewu. Niby nic, ale nie spodziewałem się, że tam może coś takiego być. W końcu w srebrnym nawet śladu nie ma jeśli chodzi o takie „bajery”. No i ilość tych wszystkich przycisków, kontrolek… chyba jest coś ze mną nie tak.

Po tym długim wstępie (ciekawe czy ktoś to przeczyta całe) zaczynają się konkrety. W połowie czerwca 2014 rozpocząłem remont szarego XMa. Srebrny nadal mnie woził i zaczynał się coraz bardziej psuć (czyżby poczuł konkurencję w postaci rok młodszego brata? Może po prostu już dogorywa i błaga o transformację na żyletki w hucie…), a drugi leży na stole operacyjnym, czyli moim podwórku powoli rozbierany i doprowadzony do przyzwoitego mam nadzieję stanu, a pracy nie będzie dużo. Nie będzie dużo, bo już wiem, że będzie, ale.. ogrom. No cóż widziały gały co brały, młody i głupi itd. Ale frajda jest i szczytny cel, także głowa do góry i do przodu 🙂

Chciałbym zaznaczyć, a to bardzo dla mnie ważne – w pracach wspomaga mnie wiedzą, doświadczeniem i samą pracą również – ojciec, który od małego „siedzi w temacie” i zna się na rzeczy ogólnie. To samo z Cytrynami. Od zawsze robił wszystko sam, jak czegoś nie wiedział (chodzi mi głównie o hydraulikę, czyli czasy BXa), to się edukował i działał dalej. Dzięki temu mam kogo prosić o pomoc, co jest nieocenione, no i przy okazji sam się uczę co i jak. Teraz ja kontynuuję tą rodzinną tradycję i sam naprawiam wszystko co tego wymaga, przy okazji nabywając doświadczenia.

Aktualizacja 2016

Kupiłem jeszcze dwa XMy, jeden 2.1TD automat hatchback, drugi V6 ES9j4 MK2 (sam w to nie wierzę) automat break (kombii). Więcej w odpowiednich artykułach.

 

1 thought on “Jak zaczęła się moja przygoda z cytrynkami?”

  1. Eh… też jestem zakochany w XM. Lubię to jego dziwność 🙂 i to, że nawet mało kto wie o jaki samochód mi chodzi. Ale cóż… może kiedyś? Najpierw garaż z kanałem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *